Wszystko zaczęło się rok temu. Był środek nocy. Marcin W.  spał spokojnie, kiedy obudził go zakrwawiony ochroniarz Robert K. Nieznany sprawca uderzył go tępym narzędziem w głowę. Zanim się podniósł płonął już jeden z samochodów. Marcin W. od razu zadzwonił na policję i  straż pożarną. Niestety, po przyjeździe na miejsce, strażacy z Powiatowej Straży Pożarnej w Barczynie, nie mieli czego gasić. 
Sytuacja powtórzyła się dwa miesiące później. Tym razem parkingu komisu pilnowali ochroniarze Martyna Z. i Olaf W. Usłyszeli dziwny hałas na tyłach komisu. Postanowili to sprawdzić, ale nic nie znaleźli. Nagle zobaczyli czerwoną łunę na niebie. Płonęły kolejne auta.

- To wyglądało jak koniec świata! Niebo było całe czerwone. Wezwaliśmy straż pożarną i próbowaliśmy gasić samochody, ale ogień rozprzestrzeniał się błyskawicznie. Było strasznie gorąco i wszędzie unosił się zapach spalenizny. – relacjonuje Martyna Z. 

Podczas kolejnego pożaru doszczętnie spłonęło 5 samochodów osobowych, a straty zostały wycenione na ponad 100 tysięcy złotych! Policja nie potrafi wskazać powodów, dla których podpalacz podkłada ogień w komisie samochodowym.  Marcin K. twierdzi, że nie jest z nikim skonfliktowany, nie ma także żadnych wrogów.

- Ja jestem uczciwym przedsiębiorcą i nie oszukuję swoich klientów. Nigdy nie zmniejszyłem licznika i zawsze informuję o wszystkich wadach pojazdów. Każdy nabywca auta wychodził zadowolony i nigdy nikt nie zgłaszał żadnych uwag!  Podpalacz się po prostu uwziął na mnie. Może z powodu zazdrości? –  tak pożary komentuje właściciel komisu, Marcin K.

Jeśli posiadacie jakiekolwiek informacje na temat tożsamości podpalacza lub powodów podpaleń prosimy o kontakt z redakcją portalu Puls Dnia!